ROZDZIAŁ V – Bądź tutaj, nigdzie indziej ciebie teraz nie ma.

— Jak mogłaś stracić poczucie czasu? —   Andrzej zapytał Weronikę.

— Przestań roztrząsać tę sytuację, przecież to się wydarzyło tydzień temu! — tłumaczyła, nalewając wodę do czajnika.

— Nie może mi się to w głowie pomieścić. Do rana zagadałaś się z Karoliną! Z tobą dzieją się ostatnio dziwne rzeczy — stwierdził. Siedział przy białym stole w jadalni. Był elegancko ubrany, czekał na śniadanie, które przygotowywała Weronika.

Ona nie mówiła zbyt dużo, więcej natomiast bujała myślami w obłokach.

— Proszę — powiedziała, stawiając przed mężem porcelanową miseczkę z bakaliową owsianką.

— Ty nie jesz? — zaciekawił się.

— Nie, nie jestem głodna. Wystarczy mi sok — odparła i usiadła naprzeciwko Andrzeja.

Przyglądała mu się z zaciekawieniem. Porównywała go teraz w wyobraźni do Szymona.

Nie drgnęła jej nawet powieka na wspomnienie tego, co się wydarzyło w ostatnią piątkową noc.

— Co dzisiaj planujesz robić? — zapytał Andrzej.

— Nic szczególnego, kosmetyczka, siłownia i zakupy. Potem odwiedzę rodziców — opowiadała i kiwała przy tym niecierpliwie stopą.

Oczywiście nie powiedziała mężowi prawdy.

— A ty? Co cię dzisiaj czeka? — zagadnęła, żeby podtrzymać rozmowę.

— Jadę zobaczyć z architektem tę nową działkę, musi się nam urodzić w głowach wizja. Teren jest przepiękny, czyste powietrze, daleko od zgiełku miasta. Idealne dla rodzin poszukujących spokoju. A i Paulina mnie namawia, żeby odejść od budynków bliźniaczych. Ponoć teraz ludzie wolą domy wolnostojące. Jak się wyprowadzają z miasta na wieś, to chcą czuć, że mają spory kawałek ziemi tylko dla siebie, a nie płot w płot z sąsiadem.

— Hmm… może to i racja — zgodziła się Weronika.

— Bardzo błyszczą ci się oczy — zauważył Andrzej.

— Naprawdę? — zapytała z nutą naiwności w głosie.

— Naprawdę — potwierdził.

— Wyspałam się dzisiaj — wysnuła argument.

— Dziękuję za owsiankę, pyszna, jak zawsze. Lecę, żeby zdążyć na spotkanie. Pa — powiedział, wstając od stołu.

Pocałował Weronikę na pożegnanie. Ona przyjęła ze spokojem pieszczotę i uśmiechnęła się czule do męża. Zaraz, gdy Andrzej opuścił jadalnię, jej twarz momentalnie zmieniła wyraz. Oczywiście Weronika grała i to bardzo dobrze. Rozanieliła się na myśl o spotkaniu, na które była umówiona. Nie zamierzała prosić Szymona o usunięcie jej numeru. Wręcz przeciwnie. Noc, którą razem z nim spędziła odblokowała pokłady najbardziej tłumionych i skrywanych pragnień, jakie nosiła w sobie. Bez żadnej pruderii poszła na całość w układ opierający się na bardzo jasnych zasadach. Bez żadnych zobowiązań, maksimum korzyści i przyjemności dla obu stron.

Weronika wyszła po schodach do łazienki. Odkręciła kurek z gorącą wodą, nasypała jaśminowej soli. Potem udała się do sypialni, z głośników płynęła jej ulubiona relaksacyjna muzyka. Po pomieszczeniach roznosił się dźwięk wody napełniającej wannę. Położyła się na łóżku i sięgnęła po lekturę, której jeszcze nie skończyła.

„Niestety tak się często wydarza, że ludzie szukają dreszczyku emocji i adrenaliny, ponieważ nie wystarcza im to, co mają. Dzieje się tak, że nasze wyobrażenia warunkują nasze działania.

Pragniemy tyle rzeczy… materialnych, niematerialnych, pragniemy innych osób, przedmiotów, rzeczy, wydarzeń albo pragniemy się ich pozbyć.

Gdybyśmy się wyzbyli pragnień, byłoby nam prościej żyć, ale czy możliwym jest pozbyć się pragnień? Z tego, co ja doświadczyłam mogę zapewnić, że nic, co zewnętrzne nie może dać nam szczęścia. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli ci się wydaje, że kolejny zakup da ci upragnione szczęście, na które czekasz, mylisz się. Trzeba poszukać tu i teraz, w tym, co mamy.   Jesteś załamany? Masz długi? Masz okropną pracę? Czujesz, że ludzie cię wykorzystują? Przestań narzekać i podziękują za to, że jesteś w tym miejscu i zacznij doceniać to, co masz. Jeżeli zaczniesz doceniać, zobaczysz, że staną się cuda. Jeżeli nie masz wdzięczności za to co masz, w tej konkretnej chwili, to nawet jeśli sytuacja się odmieni na twoją korzyść i nastąpi chwilowa euforia pod wpływem nabycia nowego przedmiotu, okoliczności, czy poznania nowej osoby, to potem uczucie niezadowolenia powróci. Trzeba w najprostszych słowach mówiąc, przeprogramować swój mózg.

Dlatego tak ważna jest obserwacja uczuć, które w tobie powstają. Należy obserwować swoje reakcje, ale nie dostrzeżesz ich, jeśli będziesz duchem w przyszłości albo w przeszłości.

Bądź tutaj, nigdzie indziej ciebie teraz nie ma.”

— Bądź tutaj, nigdzie indziej ciebie teraz nie ma —   powtórzyła szeptem Weronika.

— Podoba mi się — przyznała z uśmiechem.

— Tylko to nie takie całkiem proste, aaa woda! — uprzytomniła sobie, że wanna się dosyć szybko napełnia i woda może się przelać. Pobiegła pędem do łazienki.

 

 

— Dzwonili do mnie dzisiaj z tej restauracji, gdzie składałem papiery — powiedział Wojtek do Pawła. Siedzieli przy stole w kuchni i pili kawę. Paweł wybierał się do pracy.

— No i co ci powiedzieli — zaciekawił się.

— Że mogą mi zaproponować stanowisko na zmywaku — odparł Wojtek.

— Uuuu… a ja myślałem, że choć pomoc kuchenną — przyznał kolega.

— Tak, też tak myślałem. Pomyliłem się, niestety nie mam doświadczenia, ale chyba się zdecyduję. Dają umowę o pracę, wypłata trochę wyższa od średniej krajowej — rozważał Wojtek.

— Od czegoś musisz zacząć — poradził Paweł.

Był w wieku Wojtka. Znali się jeszcze z czasów szkoły podstawowej. Pracował w zakładzie wulkanizacyjnym. Dzisiaj wybierał się na późniejszą zmianę.

— Wiem, mam dać odpowiedź do jutra. Jeszcze przez noc pomyślę przy stróżowaniu, ale wstępnie biorę — oświadczył Wojtek.

— Ja w ciebie wierzę chłopie, takiego sernika nigdy bym nie upiekł. To trzeba mieć mega talenty! — zachwycił się Paweł, a na jego bladej twarzy, w której najbardziej rzucał się w oczy szpiczasty nos, zagościła teraz błoga mina, ponieważ w ustach rozpływał mu się sernik, który Wojtek upiekł wczoraj.

— Tak czuję, że się w końcu odmieni. Może to życie nie jest takie złe jednak … — stwierdził Wojtek. Jedno powiedział, a drugie pomyślał właśnie. Myśli jednak były sprzeczne ze słowami.

A co jak sobie nie poradzę? Jak mnie zwolnią? Jak wyremontuje mieszkanie? Kiedy wyjdę z długów? Boże, a jeśli do usranej śmierci będę tonął w kredytach, jak moi rodzice? — takie do jego głowy wpraszały się zmartwienia. Było mu trudno, okropnie ciężko przemienić je na takie, o pozytywnym wydźwięku. Sięgnął po kubek z kawą.

— Zajebisty placek, mmm…! Jak puszek— kolejny raz pochwalił Paweł.

— Na zdrowie, sorki, ale muszę leki zażyć — Wojtek wstał od stołu i sięgnął do szuflady po kartonik. Wyciągnął z niego dwie tabletki. Popił kawą. Poczuł się bezpieczniej.

 

 

Szymon leżał na łóżku. Patrzył przez okno na błękitne dzisiaj niebo. Obok leżał plik białych kartek. Był to tekst do nowej roli, do której się przygotowywał na casting.

— O królu mój srogi, okaż swe oblicze …— recytował, ale przerwał.

Spojrzał na kartkę.

— No tak, nie tak miało być — stwierdził po przeczytaniu tekstu.

W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Szymon spojrzał na zegarek i ucieszył się.

— Hmm… już dwunasta. Punktualna jest — powiedział i uśmiechnął się pod nosem.

Zaraz też wstał z łóżka i poszedł do przedpokoju, otworzył drzwi wejściowe.

— Dzień dobry — zalotnym głosem przywitała się Weronika.

— No dzień dobry słoneczko, bardzo dobrze, że jesteś — oświadczył i pociągnął ją za rękę do środka.

— Tęskniłaś? — zapytał, przypierając ją do ściany.

— Nie ukrywam, że tak — odparła rozpromieniona.

— Masz ochotę na wino? — zaproponował, przybliżając swoje usta do jej warg.

Weronika miała na sobie wysokie, czarne szpilki i do tego czarne skórzane spodnie, które uwydatniały krągłości pośladków. Koszulowa, błękitna bluzka kontrastowała z jej ciemnymi włosami. Jednak najwięcej dzisiaj nałożyła na siebie ulubionych perfum. Szymon to poczuł i to bardzo intensywnie na niego podziałało.

— Dziękuję, prowadzę, nie mogę alkoholu — odpowiedziała.

— To może czekolada, woda, winogrona albo pomidorowa z ryżem… ? — wymieniał potrawy ze swojego, domowego menu, rozpinając guziki jej bluzki.

— Cóż za wybór! Hmm… ale na razie podziękuję, wolę coś innego — zdobyła się na śmiałą ripostę i sięgnęła dłonią do klamry paska od jego dżinsów.

— Jak skończymy, to zgłodniejesz — zapewnił.

— Aż tak mnie zmęczysz? — przekomarzała się, ściągając jego podkoszulkę.

— Tak — odparł krótko.

Posadził ją na swoich biodrach i zaniósł do sypialni.

Pokój był niewielki. Znajdowała się w nim leciwa już wersalka, która stała na dębowym, niedawno wycyklinowanym parkiecie. Niewielka szafa na giętych nóżkach stała w kącie pokoju.   Obok łóżka był regał, a na nim mnóstwo książek i płyt. Szymon położył ostrożnie Weronikę w zielonej pościeli. Kobieta uśmiechała się podekscytowana w oczekiwaniu na to, co miało się zaraz wydarzyć. Zasunął brązowe zasłony, przez co w pomieszczeniu zrobiło się ciemniej i znacznie bardziej nastrojowo.

— Puścić ci jakąś muzykę? — zapytał.

— Hmm… — zastanowiła się.

— Może Vivaldi, wiosna ? — odparła po chwili.

— Klasyka — stwierdził, podchodząc do odtwarzacza płyt.

— Uspokaja mnie — wytłumaczyła.

— Oj dziecinko, zaraz usłyszymy niebiańskie chóry — oświadczył Szymon, otwierając pudełko z płytą.

Weronika spojrzała na niego wyzywająco, oczarował ją. Spotkała to, czego podświadomie jej brakowało. Po kilku chwilach popłynęły z głośników radosne dźwięki skrzypiec.

Szymon wskoczył na łóżko i położył się na Weronice.

— Możemy zaczynać kochanie? — zapytał, całując jej idealnie wykrojone przez matkę naturę usta.

— Z największą przyjemnością — zgodziła się.

 

 

Marta nerwowo przemieszczała się po korytarzu. Za białymi drzwiami Natalka rozmawiała z panią psycholog, którą umówił Marek. Było kilka minut po południu.

— Cholera, czemu to tak długo trwa? — złościła się Marta.

Sama nie miała odwagi się wybrać na wizytę. Nie chciała się do tego przyznać, a może i nawet nie była świadoma tego, że boi się konfrontacji   ze swoimi demonami. Zdążyła się już nauczyć z nimi żyć, jednak nie było to komfortowe egzystowanie. Im człowiek starszy tym trudniej zmienić sposób myślenia, wyuczone programy zapuszczają głębokie programy w ludzkiej duszy i potrzeba nie lada odwagi , aby je zmienić.

W końcu drzwi zaskrzypiały. Pojawiła się w nich Natalka z zapłakaną twarzą.

— Jezus Maria! Co się stało? Czemu płaczesz? — przeraziła się Marta.

Dziewczyna podeszła do mamy i wtuliła się w nią.

— Przecież wizyta cię miała uspokoić, a nie doprowadzić do łez! Co to babsko ci nagadało!! — rozprawiała.

— Mamo, jest dobrze — córka uspokajała.

— Jak jest dobrze, jak nie jest! Proszę poczekaj tutaj, ja z nią porozmawiam. Więcej nie przyjdziesz słuchać o bzdurach, jeżeli masz płakać po wizytach u tych mądrali. Sami niech się leczą! — oznajmiła ze złością.

Opuściła zapłakaną Natalkę na korytarzu i weszła z impetem do gabinetu.

— Mamo, proszę przestań! — usłyszała tylko za sobą głos córki.

— Pani psycholożko, może mi pani wytłumaczyć, czemu moja córka płacze po wizycie u pani? Przecież miała się wyciszyć i uspokoić— zapytała owładnięta gniewem.

Starsza kobieta, o rudych włosach i bystrym spojrzeniu odwróciła głowę w kierunku Marty, gdyż szukała czegoś w szufladzie biurka.

— Przepraszam, ale taki jest efekt uwalniania emocji. Natalka poczuła, że ma ochotę na płacz, zatem popłakała się. Wszystko jest dobrze — zapewniła lekarka.

— Nie, nie jest dobrze. Ona ma być wesoła i uśmiechnięta, a nie smutna. Dostateczną traumę przeżyła — Marta postawiła kontrę.

— Proszę się wyciszyć i uspokoić, nadmierne emocje nie są teraz wskazane — pani psycholog wyjaśniła.

— Mamo proszę przestań! — Marta usłyszała stanowczy głos córki. Stała w drzwiach, ręce miała skrzyżowane na piersiach.   Wyglądała na przestraszoną.

Marta spojrzała na nią i przeraziła się stanu, w jakim znajdowało się jej dziecko.

— Pozwolisz mi kiedyś odczuwać to, co się ze mną dzieje? — zapytała wprost Martę.

Pani psycholog nic się nie odzywała, tylko przyglądała się tej scenie.

Marta zmieszała się na takie pytanie.

— A może inaczej mamo. Powiedz mi, czy kiedykolwiek dopuścisz do siebie coś więcej niż tylko gniew? Jeżeli sobie nie pozwolisz na łzy, mi też nie pozwolisz na nie— Natalka skończyła mówić i pobiegła korytarzem do wyjścia.

— Natalko poczekaj! Jasna cholera, się narobiło przez te psychologiczne dyrdymały! Natalka czekaj!!!! — wołała, biegnąc za córką.

 

 

— Aaaa….. ach, auuu, o matko! — zajęczała Weronika, gdy Szymon doprowadził ją do orgazmu. Opadła głową na poduszkę, po czym on   położył się na jej plecach.

— Chcę jeszcze i jeszcze — zapragnęła.

— Spokojnie laleczko, zachłanna jesteś — ocenił z uśmiechem. Zsunął się z jej ciała i położył obok.

— Ulala, ostra jesteś — zauważył.

— Nie wiedziałam, serio — przyznała.

— Żartujesz? — zapytał.

— Nie — odparła, podkładając ręce pod głowę.

— Jesteś pikantna jak tabasco albo lepiej, jak   chrzan na wielkanocnym boczku — Szymon wysnuł refleksje, po której obydwoje wybuchli perlistym śmiechem.

— Ale z ciebie Mickiewicz! — wtrąciła.

— Nie rozumiem…. serio — powiedział, gdy przestał się śmiać.

— Czego….? — zapytała.

Zadźwięczała głucha cisza, gdy popatrzyli w swoje oczy. Badali się, sprawdzali, oceniali, wyczuwali kolorami swoich tęczówek.

— Dlaczego tutaj jesteś? — zagadnął.

— Hmm… — uśmiechnęła się po tym westchnieniu.

— Co to za patafion?! Nie potrafi cię zaspokoić? Ma kogoś na boku? Czy się okazało, że jest pedziem? — dociekał.

— Dwie z powyższych plus jeszcze jedno, którego nie wymieniłeś — oświadczyła bez mrugnięcia powieką.

— Okej, a trzecie? Objawisz? — zastanawiał się.

— Nie możemy mieć dzieci — wytłumaczyła, przytulając się do jego nagiego torsu.

— Huh… to wyższa szkoła jazdy dla mnie — oświadczył, wypuszczając powietrze z płuc.

— Dla mnie też. Marzę o dziecku — zwierzyła się, gładząc palcami skórę na jego brzuchu. Miała złocisty kolor. Szymon był typem figlarza. Uśmiechnięty, z bujną czupryną, kilkudniowym zarostem i błyskiem w zaczepnych oczach uwodził wszystkie kobiety, które mu się tylko spodobały.

— Z nim chcesz mieć dziecko? — zdziwił się.

— No a z kim mam chcieć je mieć? — zapytała z ciekawością.

— No nie wiem, ale skoro ma kogoś na boku i nie robi ci tak dobrze, jak tego oczekujesz, to ja bym się zastanowił — zasugerował.

— Nie jestem pewna, czy mnie zdradza. Podejrzewam, ale to nieważne. Gdybym miała dziecko, to mógłby sobie robić, na co miałby ochotę. Ja zajmowałabym się dzieckiem — oświadczyła.

— Coś jest nie halo z tobą złotko — stwierdził z bardzo poważną miną.

— Nie, nie jest nie halo, tylko mi się instynkt macierzyński włączył i pragnę dziecka! — zaoponowała kategorycznie i ze złością.

— Trochę to dla mnie pokręcone, nie obraź się — przeprosił.

— Co jest pokręcone?

— To, co mówisz — odpowiedział.

— O proszę, a to, że bzykasz czyjąś żonę nie jest pokręcone? — rozkręciła się w dyskusji.

— Co? — zawołał.

— Pstro, nie jesteś lepszy ode mnie. Jesteś tak samo pokręcony i popaprany — powiedziała, wstając z łóżka.

— Wcale, że nie ! — zaprzeczył.

Weronika nic na to nie odpowiedziała i poszła do łazienki. Nie tak miała zakończyć się wizyta u Szymona. On też się ubrał. Nie usłyszał jeszcze od żadnej mężatki, z którą się spotykał takiej uwagi. Był zdenerwowany. W kuchni wyciągnął z szafki szklankę i nalał do niej zimnej wody. W łazience zaskrzypiały drzwi i po chwili w przedpokoju pojawiła się Weronika. Włosy upięła wysoko w kucyk. Szymon spojrzał na nią, ale nie wiedział, co ma powiedzieć.

— Miło było cię poznać, ale chyba się już więcej nie zobaczymy — oświadczyła, zakładając jasny płaszcz.

— Słucham? — zapytał oniemiały.

— Proszę usuń mój numer — powiedziała, przyglądając mu się z czułością.

— Ale, przecież… — chciał zaprotestować, jednak Weronika mu przerwała.

— Mówiłeś, że nie będzie z tym problemu — przypomniała stanowczym głosem.

— No tak, jasne, jeżeli chcesz… — odparł z uczuciem zawodu.

— Chcę — oświadczyła.

— Ok — zgodził się i wzruszył ramionami, wkładając ręce do kieszeni dżinsów.

— Jednak to był błąd — przyznała i odwróciła się na pięcie.

— Weronika poczekaj… — zawołał, próbując ją zatrzymać. Przyspieszył kroku i przytrzymał drzwi, żeby nie wyszła.

— Przepraszam, nie chciałem cię urazić — powiedział ze skruchą.

Znajdował się teraz bardzo blisko niej. Widział kolor jej oczu ciut poniżej swoich.

— Tak będzie lepiej. Przepraszam, ale muszę już iść — mówiła, spuszczając wzrok.

Szymon odsunął się od drzwi. Poczuł, że negocjacje są zbędne. Zresztą taki był układ.

— Żegnaj — dodała i opuściła mieszkanie.

Szymon zamknął drzwi. Czuł się, jak zbity pies. Owszem zdarzało się, że usuwał numery swoich wybranek, ale przeważnie na własne życzenie. Poszedł na balkon i wyciągnął z paczki papierosa. Zaciągnął się dymem. Wiosna z wiatrem przywiała na niebo białe chmury. Wisła płynęła szeroką wstęgą przez Kraków. Szymon patrzył z balkonu na rzekę, ale w pewnej chwili jego uwagę zwrócił samochód, który odjechał z parkingu przed kamienicą. To była Weronika. Niestety został sam kolejny raz. Jego teraźniejszość wypełniło pragnienie powrotu do przeszłości sprzed kilkunastu minut i projekcja przyszłości, w której miało już nie być tej kobiety. Przecież to miał być jeden z kolejnych szybkich romansów.

— Trudno — powiedział, zaciągając się kolejny raz papierosem.