ROZDZIAŁ IX – Każdy człowiek zasługuje na to, aby dać mu szansę na zadośćuczynienie.

 

Marta zamknęła drzwi sypialni i zasunęła zasłony w oknach. Było piątkowe popołudnie. Wiedziała, że będzie sama, ponieważ Natalka wybrała się z Markiem na koncert. Tym razem bez przyszłej macochy. Dziewczyna ciężko zniosła kolację, którą zaserwował jej tata w obecności jego nowej miłości. Marta z bolącym sercem przyjęła te wiadomości, ale niestety nie mogła wiele zrobić w tej sprawie. Poruszona tematem reinkarnacji, zaczęła szukać literatury traktującej o tych zagadnieniach. Udało się jej zakupić książkę z nagraniem, które miało posłużyć do odkrycia wewnętrznych ścieżek uzdrowienia duszy ludzkiej. Kobieta nie była skłonna do uzewnętrzniania swoich przeżyć lekarzom, czy innym specjalistom. Swoje problemy albo z impetem wylewała wraz z krynicami naładowanych negatywnymi wibracjami słów, albo użalała się nad nimi w samotności, kiedy nikt nie słyszał. Marta często popadała w skrajności.

— Hmm… zobaczymy, co to będzie ?— westchnęła z zaciekawieniem, wkładając srebrna płytę do odtwarzacza.

Zaraz też usłyszała nagranie, w którym główną role odgrywał ciepły, serdeczny, kobiecy głos.

— Przygotuj się na spotkanie, które ma za zadanie przypomnieć ci twoje prawdziwe pochodzenie. Najpierw powinieneś znaleźć intymne i zciszne miejsce. Połóż się wygodnie i zamknij oczy, upewnij się, że nikt ci nie będzie przeszkadzał.

— No to tego jestem pewna — powiedziała na głos Marta, układając się na kremowym, miękkim kocu, którym przykryta była pościel. Przez brązowe zasłony przenikało jasne światło słoneczne. W sypialni było cicho i przytulnie. Marta z pewnymi obawami, poddawała się instrukcjom, które płynęły z głośnika.

— Jesteś istotą duchową, która mieszka aktualnie w fizycznym ciele, ale twój prawdziwy dom znajduje się w zupełnie innej przestrzeni. Znalazłeś się na ziemi, ponieważ twoja dusza musi się rozwijać, zdobywać wiedzę i kochać. Przypomni ci o tym istota, z którą zaraz się spotkasz. Przygotuj się na to spotkanie, ponieważ będzie niezwykłe, niezapomniane i wyczekiwanie. To spotkanie z twoim duchowym przewodnikiem. On zna cię najlepiej. Kocha cię bezgranicznie i akceptuje ciebie takim, jakim jesteś.

— No to nieźle, jak mnie ktoś akceptuje — wtrąciła Marta z powątpiewaniem.

Niestety na taką uwagę nikt jej nie odpowiedział, ale kobieta słuchała dalej z zamkniętymi powiekami.

— Zanim pojawiłeś się na ziemi twoja dusza przebywała w miejscu, które jest jej prawdziwym domem. Towarzyszył ci twój duchowy przewodnik. To razem z nim ustaliłeś, że masz się odrodzić w tym czasie i miejscu, na tej ziemi w takich okolicznościach, w jakich to nastąpiło.   Jedyne, co masz zrobić, to przypomnieć sobie swoje powołanie — kobiecy głos brzmiał dźwięcznie i był przepełniony stanowczością i pewnością. W tle słychać było stonowaną, muzykę przepełnioną dźwiękami harfy i anielskim śpiewem nawołującym do spojrzenia w błękit przestworza. Tak przynajmniej wyobrażała sobie aktualnie Marta.

— Twoje ciało rozluźnia się, a twój umysł przygotowuje się do przejścia w innym wymiar do świata ducha. Tam czeka na ciebie twój przewodnik. Spotkasz się z nim i będziesz mógł zapytać go o wszystko, co cię nurtuje i z czym aktualnie nie możesz sobie poradzić. Możesz też po prostu z nim pobyć, jeśli nie wiesz, o co zapytać. To wszystko zależy od twojej woli i chęci. Bądź jednak pewny, że to spotkanie będzie przepełnione miłością,   radością i akceptacją. Teraz wyobraź sobie….

— Nie kurwa, co ja robię! Odpierdoliło mi chyba! — zawołała ze wzburzeniem Marta i podniosła się na łóżku.

— Może ja naprawdę jestem jebnięta? — wyraziła swoje obawy dosadnymi słowami, podchodząc do odtwarzacza płyt. Wyłączyła nagranie i wyszła do kuchni po papierosa.

— Nic kurwa z tego nie będzie. Jakieś spotkania zakichane, jeszcze mi się, co stanie od tego — mówiła, odpalając papierosa.

— Umówię się z Gabryśką lepiej — postanowiła, wypuszczając dym z płuc.

Przestraszyła się nieznanego, ale nie chciała się do tego przed samą sobą przyznać.

Pozostała ucieczka w znaną formę funkcjonowania.

— No cześć Gabrysiu, może wybierzemy się dzisiaj na rynek? — proponowała przyjaciółce, spacerując po kuchni z telefonem przy uchu.

 

 

 

Weronika znajdowała się w ogrodzie i cieszyła się majowym, ciepłym słońcem. Wokół domu trawa miała soczyście zielony kolor. Młode liście drzew w lesie rozwijały się teraz z zawrotną prędkością. Najpiękniejsza zieleń pojawia się właśnie w maju, ponieważ potem już staje się ciemniejsza, dojrzewa w swojej głębi, a w końcu zmienia się w brązy, czerwienie i żółcie. Kobieta leżała na kocu i czytała książkę. Ciepłe promienie łaskotały jej odkryte ramiona.

” I prawdą jest, że będziesz w stanie zmienić tylko to, co zrozumiesz. Nie jesteś w stanie naprawić cieknącego kranu bez odpowiednich narzędzi albo silnika, bez wiedzy na temat jego budowy. Dokładnie to samo jest z ludzką duszą, emocjami i uczuciami. Nie wystarczy pójść do lekarza specjalisty, psychiatry, psychologa, astrologa, czy nawet psychosomatyka. Sama wizyta nic nie pomoże. Trzeba zgromadzić odpowiednią wiedzę na temat swoich problemów, poznać je, odkryć składowe, zobaczyć, jakie wywołują reakcje. Przede wszystkim trzeba dotrzeć do rdzenia problemu. To tak, jak z kurzajką. Na skórze widzimy tylko jej niewielka cześć, a reszta jest głęboko zakorzeniona w ciele. Tak też jest z uczuciami : zazdrość, gniew, lęk, samotność, strach, frustracja, depresja. One nie biorą się z powietrza, gdyż za każdą z tych przypadłości stoi inna historia. U każdego człowieka będzie różne podłoże problemów, natomiast rdzeń może być podobny. Przykładowo zazdrość związana jest z niskim poczuciem własnej wartości. Opiera się na postrzeganiu siebie przez pryzmat posiadania czegoś, co mają inni, a nie mam ja. Człowiek porównuje się, próbuje dorównać komuś lub czemuś, a poczucie braku wywołuje niemiłe uczucie, które wypala i zjada od środka. Oczywiście nie oznacza to, że doświadczając zazdrości, żywiąc ją, czynimy źle. Samo uczucie nie jest ani dobre, ani złe. Po prostu jest. Wszystko we wszechświecie po coś zaistniało w zamiarze Stwórcy. Bez zazdrości nie poznalibyśmy poczucia własnej wartości i odwrotnie. Problem zaczyna pojawiać się wtedy, kiedy zazdrość zaczyna za bardzo ingerować w nasze życie. W prosty sposób zakomunikuje nam o tym serce, jeżeli tylko zechcemy wsłuchać się w nie w odpowiednim czasie. Serce zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Wiem to, ponieważ sprawdziłam to na sobie. Wystarczy zadać pytanie i poczekać na odpowiedź. Czasami przychodzi od razu, zwłaszcza osobom, które mają bardzo wysoko rozwiniętą intuicję i empatię.

— A co będzie dalej ze mną? — przerwała lekturę i zadała na głos pytanie.

Położyła się na kocu i odchyliła ręce za głowę.

— Nie mam już męża, nie mam dziecka, nie mam w życiu tego, czego pragnę…. — żaliła się. Nie potrafiła niestety dostrzec tego, co miała. Była uwięziona w swoim umyśle, który cały czas generował myśli przepełnione negatywnymi wibracjami.

— Kiedyś się uśmiechałam, dawno temu, pamiętam — przypominała sobie czas dzieciństwa i beztroskie zabawy w ogrodzie z siostrą.

— To były cudowne lata— dodała. Nagle usłyszała, że podjechał pod dom samochód. Podniosła się z zainteresowaniem, ponieważ nie spodziewała się gości. Rozpoznała biały kolor auta.

— Mama — powiedziała i zmieszała się, ponieważ zawsze wcześniej mama dzwoniła, zanim przyjechała.

— Coś się musiało stać — przewidywała, wstając ze swojego legowiska.

— Weronika, Weronika! — usłyszała z oddali wołanie mamy. Głos miała zaniepokojony.

— Tutaj jestem, w ogrodzie — odpowiedziała Weronika.

Szła w kierunku drzwi wejściowych, gdy się przed nimi znalazła, zastała je otwarte, a mama była już w środku.

— Mamo! — tym razem zawołała Weronika.

— No nareszcie — odpowiedziała energicznie mama, gdy odnalazły się w salonie.

Była niską, szczupłą blondynką, o drobnej twarzy i pięknych, błękitnych oczach. Włosy miała średniej długości, spięte klamrą.

— Był u mnie wczoraj Andrzej, jestem przerażona tym, co usłyszałam — odparła z niepokojem.

— Tak podejrzewałam, że dlatego przyjechałaś — przyznała Weronika, wchodząc do kuchni. Jola usiadła przy stole, na białym krześle. Nosiła żałobę, więc ubrana była na czarno. Odznaczała się bardzo na tle białego koloru, w którym utrzymana była kuchnia i salon.

— Co się stało? Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Ja nie miałam pojęcia, że między wami się nie układa! — pytała zasmucona.

— Mamo, nic nie mówiłam, ponieważ nie chciałam dokładać ci zmartwień. Odkąd Julia odeszła ty jesteś jednym wielkim cierpieniem… A ten imbecyl się do ciebie pofatygował jednak! — zezłościła się na Andrzeja.

— Ty mi teraz zostałaś dziecko. Julia odeszła, ale ja muszę żyć dalej, każdy z nas. To jedno z najtrudniejszych doświadczeń, jakie przyszło mi przeżyć, ale …. — przerwała, ponieważ oczy zaszły łzami na wspomnienie zmarłej córki.

Weronikę żal ścisnął w gardle.

— …ale żyję i powoli wracam do siebie — dokończyła, ocierając oczy chusteczką.

— Mamo, to nie jest dobry czas na rozmowę o moim małżeństwie. W zasadzie pozostało już tylko formalnością, którą muszę uregulować prawnie — powiedziała z obojętnością w głosie Weronika.

— Andrzej prosił mnie bardzo, żebym z tobą porozmawiała. Ponoć nie dałaś mu nic wytłumaczyć, tylko kazałaś wynosić się z domu — objaśniała mama.

— Prawdę powiedział — zgodziła się Weronika, układając kawałki szarlotki na talerzu.

— Wydaje mi się, że nie powinnaś przekreślać swojego   małżeństwa, może warto dać mu szansę…? — zasugerowała z nadzieją Jola.

— To skomplikowane mamo… Andrzej mnie zdradził to raz, nie dogadujemy się ze sobą to dwa, nie mogliśmy mieć dziecka to trzy, a mogę tak jeszcze długo wymieniać — tłumaczyła Weronika, stawiając na stole filiżanki z herbatą i ciasto.

— Wiem, że zdrada boli, ale jest do przeżycia — zapewniła mama.

— A skąd to niby wiesz? — zaciekawiła się Weronika.

— Bo ją przeżyłam — przyznała.

— Co? Co ty opowiadasz? — zdziwiła się Weronika.

— Widzisz. Tak to wszystko udało mi się załatwić, że nikt się nie zorientował. Wybaczyłam ojcu, nikomu się nie żaliłam, wiedziało o tym bardzo niewiele osób, zrobiłam wszystko, aby chronić ciebie i Julię. Tak bardzo zależało mi na tym, żebyście miały i ojca i matkę pod jednym dachem. Było mi trudno, ale uparłam się i wytrwałam w postanowieniu. Tata potem zrozumiał swój błąd i był mi bardzo wdzięczny za to, że dałam mu szansę — opowiadała.

Weronika słuchała z niedowierzaniem.

— Mój ukochany tata…? — wykrztusiła w końcu z siebie pytanie.

— Dlatego ci to opowiedziałam, żebyś się jeszcze raz zastanowiła nad tym, czy na pewno chcesz przekreślić Andrzeja — powiedziała mama.

— Nie wiem, zaskoczyłaś mnie, w szoku jestem — oświadczyła, zapatrując się na niebo, które widziała przez okna salonu.

— Każdy człowiek zasługuje na to, aby dać mu szansę na zadośćuczynienie — stwierdziła Jola.

Weronika po tych słowach uświadomiła sobie moc słów mamy.

— Może masz rację, ale ja nie czuję już miłości do Andrzeja — przyznała.

— Wiem, widzę to, ale nie przekreślaj człowieka. Musisz go potraktować z szacunkiem, nawet jeśli on go dla ciebie nie miał, zdradzając cię. Twoje zachowanie świadczy o tobie, a jego o nim. Nie chcesz chyba zniżać się do jego poziomu? — zagadnęła Jola.

— No nie, ale…. — Weronika zawahała się, czy przyznać się przed mamą do zdrady, ale powstrzymała się.

— Ale co? — zapytała mama.

— Nieważne, dobrze porozmawiam z nim — zdecydowała.

Na twarzy mamy pojawił się spokój po tym stwierdzeniu córki.

— Dzień dobry słońce! — w holu rozległ się niespodziewanie głos Szymona.

Mina Weroniki zrzedła i ona sama zawstydziła się.

— Masz gościa — oznajmiła mama. Jedno spojrzenie w oczy córki dało pogląd na brakującą część układanki związanej z rozwodem.

Zanim Weronika podniosła się z krzesła do salonu wkroczył uśmiechnięty Szymon z bukietem kwiatów w jednej ręce i butelką wina w drugiej.

— Cześć — wypowiedziała krótkie w stronę Szymona i wywróciła oczami.

— Cześć, nie wiedziałem, że masz gościa, drzwi były otwarte, więc wszedłem… — zaczął się tłumaczyć.

— Nic nie szkodzi, jesteś na czas— odparła, odbierając od Szymona prezenty.

— Poznaj moją mamę, mamo to mój znajomy — mówiąc te słowa Weronika czuła, że policzki się jej czerwienią.

— Dzień dobry, Szymon Gaj, bardzo mi miło — mężczyzna przedstawił się, całując dłoń Joli.

— Mnie również, Jolanta Mrągowska — odpowiedziała mama, przyglądając się uważnie młodzieńcowi.

— Ja się witam z panem i jednocześnie żegnam, czas na mnie. Do zobaczenia córeczko — Jola podeszła przytulić Weronikę.

— Dziękuję mamo za odwiedziny i za rady, zdzwonimy się jeszcze — odparła Weronika.

— Dobrze, nie musisz mnie odprowadzać, trafię do wyjścia, a ty zajmij się gościem — zaleciła mama, uśmiechnęła się na pożegnanie i odeszła w kierunku wyjścia.

Szymon rzucił Weronice pełne przejęcia spojrzenia. Potem usiadł przy stole.

— Zawaliłem , co..? — zapytał zażenowany.

— Nie, skąd mogłeś wiedzieć, że mam gościa…? — zagadnęła Weronika, dosiadając się obok Szymona.

— No mogłem dzwonkiem zadzwonić, przepraszam… — ocenił.

— Daj spokój, cieszę się, że przyjechałeś — przyznała z uśmiechem i pocałowała go czule w usta.

— Mmmm… jak przyjemnie — mówił, odwzajemniając pocałunki.

— Ale nie zdążyłam się przygotować, więc będziesz musiał poczekać, aż wezmę kąpiel i się ubiorę i umaluję — wyjaśniała.

— Spokojnie, mamy czas, a może wezmę kąpiel z tobą — zaproponował.

— Hehe, może lepiej nie. Jak zaczniemy się razem kąpać, to potem wylądujemy w łóżku, a mi naprawdę zależy na tej nocy muzeów… — tłumaczyła.

— Racja, tak się to skończy, ale naprawdę warto się skusić. Zapewniam, że noc będzie długa i zdążymy do łóżka i do muzeów kotku — opowiadał, przytulając ją do siebie.

— Masz dar przekonywania — oceniła.

— A, o czym rozmawiałaś z mamą? Miałaś nietęgą minę, jeżeli oczywiście chcesz powiedzieć, jak nie, to nie mam tematu — zainteresował się.

— O niczym przyjemnym dla mnie, ale koniecznym — odpowiedziała tajemniczo.

— Jasne, o nic więcej nie pytam, ale gdybyś potrzebowała wsparcia, to powiedz tylko słowo — zaproponował.

— Serio..? — zapytała.

— A czemu się dziwisz? — zagadnął.

— Przecież umawialiśmy się, że jesteśmy ze sobą bez zobowiązań … — oświadczyła zamyślona.

Szymon speszył się na jej słowa.

— Wiem, ale nie umiem cię tak traktować — odparł.

— Jak? — zaciekawiła się.

— Tak po prostu, tylko dla seksu. Lubię z tobą spędzać czas i czuję, że ty też — stwierdził z zadowoleniem.

— Tylko ja jestem po przejściach, w trakcie wielu zawirowań życiowych — opowiadała.

— Mało wiem o tobie jeszcze, a ty o mnie też. Chciałbym cię poznać bliżej, jeżeli pozwolisz — zaproponował.

— A nie poznałeś mnie dostatecznie blisko? — zapytała.

— Nie mówię o sferze ciała, ale o tej innej sferze — odpowiedział.

— Dzisiaj jest trochę duże słońce Szymon, chłodny prysznic dobrze ci zrobi — stwierdziła i wstała od stołu. Ucięła tym samym dyskusję, która zaczynała zbaczać na niewygodne dla Weroniki tory. Nie była teraz gotowa na nic poważnego, a oświadczenie Szymona zaniepokoiło ją. Przestraszyła się, ale sama nie umiałaby nazwać, czego.

— Dobrze, to ty do wanny, a ja pod prysznic, skoro tak stawiasz sprawę — oświadczył, puszczając oko do Weroniki. Poszli razem na górę od łazienki.

 

 

— Jak można odnaleźć kogoś, jeśli nawet nie znam imienia? — zagadnął Wojtek do swojego kolegi Pawła, który niedawno wrócił do mieszkania po pracy. Wojtek natomiast szykował się do wyjścia. Na zewnątrz panował upał, a temperatura na termometrze nareszcie wzrosła do przyjemnej, zadowalającej wysokości.

— Jak nie znasz imienia, to może być kłopot według mnie — stwierdził Paweł , sięgając do lodówki po puszkę z piwem.

— Cholera, że też nie zapytałem o imię! — żałował Wojtek.

— Ale, o co chodzi stary? Bo nie kumam — oświadczył Paweł, siadając przy niewielkim stoliku.

— No opowiadałem ci o tej dziewczynie, co na nią wpadłem i mi książkę podarowała — przypomniał Wojtek.

— Aaaa, no tak. Sory, ale przez to gorąco dzisiejsze mnie przyćmiło — uświadomił sobie Paweł.

— No właśnie. Ona mi cały czas chodzi po głowie — przyznał Wojtek.

— To dopiero! Zakochałeś się od pierwszego wejrzenia i nie wiesz, w kim ..— Paweł zażartował.

— Nie śmiej się, to poważna sprawa! — obruszył się Wojtek.

— No już nie bocz się na mnie. Pomyśl, jak ją zidentyfikować — zasugerował Paweł.

Wojtek chwilę dumał.

— Wiem, jak wygląda i, że lubi czytać książki i mam od niej książkę — wyliczał.

— A co to za książka? — zaciekawił się Paweł.

— Jej jakiegoś znajomego pisarza — odparł zamyślony.

— To może zdzwoń do tego pisarza — zaproponował Paweł.

— Jak to? — zapytał Wojtek.

— No tak to. Po prostu zadzwoń i opisz tę dziewczynę. Skoro jego znajomą jest, to przecież chyba pozna po opisie, co nie? — wydedukował z dziecięcą prostotą Paweł.

— Dobry pomysł, czemu ja o tym wcześniej nie pomyślałem? — Wojtek zachodził w głowę.

— Główka pracuje przyjacielu! Hehe, ma się te zdolności szpiegowskie, dużo bondów oglądałem — Paweł śmiał się na głos.

— Ty, ale jak ona nie będzie chciała ze mną rozmawiać? — zmartwił się Wojtek.

— A czemu by miała nie chcieć? — zagadnął Paweł, zaglądając do garnków.

— Bo wiesz, taka piękna była, inteligentna, uśmiechnięta, może nie być zainteresowana mną… — obawiał się.

— Chłopie, więcej wiary w siebie! Zadzwoń i się przekonaj! — zalecił Paweł, próbując zupy, jaka stała na kuchence gazowej.

— No sam nie wiem ….— wahał się.

— O matko, co za smak! Aleś ugotował zupę! Zajebista !— zachwalał Paweł, nie zwracając uwagi na żale kolegi.

— Zwykła botwinka — stwierdził Wojtek.

— Jakbyś taką botwinkę zapodał swojej nieznajomej bibliotekarce, to by się w mig zarumieniała, hehe — Pawła w dalszym ciągu trzymał się dobry humor.

— Masz pozytywne podejście do życia — ocenił z podziwem Wojtek.

— A co mam marudzić? Życie za krótkie jest! — powiedział Paweł do kolegi.

— Dobra zbieram się do roboty, w lodówce masz naleśniki z serem, to sobie odsmaż — pożegnał się Wojtek.

— Gotujesz lepiej, niż moja mama — pochwalił Paweł.

— Aaa i zadzwoń do tego pisarza. Coś mi się wydaje, że ta bibliotekarka ci jest zapisana w gwiazdach albo w książce!!! — zawołał jeszcze, wyciągając z szuflady patelnię.

— Na razie — usłyszał z korytarza od Wojtka, który spieszył się do restauracji. Przy piątku miał być spory ruch, jednak teraz jego głowę zajęły myśli o tajemniczej nieznajomej, którą spotkał przypadkowo tydzień temu.

 

 

— Lubisz szybko jeździć? — zapytał zadziornie Szymon, gdy Weronika wykonywała manewr wyprzedzania.

— Czasami lubię — odpowiedziała, uśmiechając się do niego. Bardzo lubiła szybko jeździć.

— Właśnie widzę i czuję — zauważył Szymon.

— Spokojnie, za piętnaście minut będziemy na miejscu i zaczniemy naszą kulturalną ucztę — oznajmiła.

— Potem zostaniesz u mnie? — zagadnął.

Spojrzała na niego z zaciekawieniem.

— Myślałam, że nie miałeś w planach noclegu ze mną — stwierdziła.

— Miałem — odpowiedział zdecydowanie.

— Nie wiem, nie myślałam o tym — przyznała.

— To zdecydujesz, jak już oglądniesz wszystkie dzieła sztuki, dostępne dla zwiedzających tej nocy — zażartował.

— Na wszystkie nie starczy nocy, tylko część — oceniła, zmieniając bieg na wyższy. Przymierzała się do wyprzedzenia samochodu ciężarowego.

— Lubisz sztukę — rzucił hasłem.

— Lubię piękno — odpowiedziała, zjeżdżając przed ciężarówką na prawy pas.

— Zobacz po prawej stronie jest — wtrąciła.

— Co? — zagadnął.

— Piękno. Słońce zachodzi — zwróciła uwagę.

Faktycznie na niebie rozlewał się teraz zachód słońca. Wiele odcieni czerwieni, różu i żółci przeplatało się ze sobą na nieboskłonie. W oddali majaczyły domy małe niczym mrówki. Bliżej przy drodze mijali pojedyncze zabudowania. Znajdowali się jeszcze przed granicami Krakowa, na drodze szybkiego ruchu.

— Ty też jesteś piękna — ocenił, spoglądając na jej twarz. Skórę miała idealnie gładką, oczy ozdobione gęstymi rzęsami, a ich kolor magnetyzował. Włosy na dzisiejszy wieczór rozpuściła i zaczesała na lewą stronę. Ich ciemna barwa pięknie prezentowała się na tle białej, koszulowej bluzki, do której założyła krótką, dżinsową spódnicę i beżowe sandały na koturnach. Na wypielęgnowanych dłoniach palce zdobiło kilka złotych pierścionków, ale nie miała założonej obrączki, co nie umknęło uwadze Szymona.

— Dziękuję za komplement — odpowiedziała.

— Co teraz planujesz? — zagadnął.

— Spędzić z tobą miły wieczór — oświadczyła bez cienia namysłu.

— Tak, ja też mam taki zamiar, ale chodziło mi o to, co zrobisz z mężem? Z rozwodem? Jesteś pewna, że tego chcesz? — zapytał.

— Poważnie jesteś ciekawy? — dociekała.

— No tak, skoro pytam — odparł.

— Trudne pytanie. Nie wiem, co zrobię. Głowię się nad tym. Czuję, że między mną, a Andrzejem wszystko skończone. Teraz musimy się po prostu kulturalnie rozstać i zamknąć pewien etap w życiu, a co będzie dalej nie wiem. Chyba sprzedam dom. Za dużo mam w tym miejscu wspomnień związanych z przeszłością. Chcę wrócić do pracy, poukładać wszystko od nowa i będę czekać, aż spełni się moje największe marzenie — opowiadała.

— A jakie jest twoje największe marzenie Weroniko? — zapytała zaintrygowany, patrząc na jej twarz.

Weronika przez kilka chwil milczała, jakby zastanawiając się, czy może podzielić się z Szymonem tym pragnieniem.

— Marzę o dziecku — powiedziała te słowa w momencie, kiedy ich spojrzenia złączyły się ze sobą. Szymon zaniemówił. Ta informacja wywołała dreszcz na jego kręgosłupie.

— Mam de javu — przyznał zmieszany.

— O proszę — skomentowała z uśmiechem.

— Poważne masz marzenie — ocenił, drapiąc się po czole.

— Może i poważne, ale muszę mieć dziecko — oświadczyła.

— Ale dlaczego musisz? — zdziwił się.

— Każda kobieta jest powołana do bycia matką, a ja tak bardzo chciałabym kogoś obdarzyć miłością — uzewnętrzniała swoje pragnienia.

— No dobrze, ale sama nie możesz mieć dziecko. Potrzebny jest do tego mężczyzna raczej i to jeszcze odpowiedzialny — podkreślił.

— Nie Szymon, w dzisiejszych czasach sama mogę mieć dziecko. Mężczyzna nie jest mi potrzebny do tego. Są klinki, możliwości, metody — wyliczała.

— Ale jak to bez ojca dziecko?! Sama będziesz wychowywać? — dociekał.

— Tak — odparła zdecydowanym tonem.

— Krzywdę zrobisz sobie i dziecku. Znam takie wyzwolone mamusie. Proszę zastanów się, zanim popełnisz taką głupotę — przestrzegał.

— Czuję, że tylko dziecko może mi dać szczęście. To będzie jedyna istota, którą będę bezgranicznie kochać i dla której będę ważna — powiedziała bardzo poważnie.

— Nie udało się nam z Andrzejem. Tyle prób, tyle starań i to wszystko na nic. W pewnym momencie myślałam o adopcji, ale po rozwodzie nie mam na to szans sama — tłumaczyła.

— A nie dziwi cię to, że nie chcą dawać samotnym matkom dzieci do adopcji? — zagadnął.

Weronika przemilczała to pytanie.

— No właśnie. Słońce zszokowałaś mnie. Ty jesteś niecierpliwa. Wszystko w życiu ma swój czas, a skoro coś nie wychodzi, to może ci nie jest pisane. Może jeszcze nie teraz, przecież jesteś młoda. Może trafisz w końcu na jakiegoś normalnego faceta, w którym się zakochasz, który nie będzie cię zdradzał, dostrzeże jaką jesteś piękną i wrażliwą kobietą i będziecie mieć razem mnóstwo dzieci. Tylko poczekaj na litość boską! — uniósł się.

Weronika popatrzyła na niego z przerażeniem.

— Dziwnie brzmią te słowa z ust mężczyzny, który kobiety traktuje przedmiotowo i bez zobowiązań — odpowiedziała, zatrzymując samochód na czerwonym świetle. Wjechali już do miasta.

— Nikogo do niczego nie zmuszam kotku — wtrącił nieco obruszony.

— Tak zgadza się, więc zejdźmy już z tego tematu i skupmy się miłym wieczorze i nocy, jakie mamy razem spędzić — Weronika w porę ostudziła emocje.

— Dobrze — zgodził się, ale stracił ochotę na dalszą rozmowę.